wtorek, 6 lipca 2010

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę...

... a misio fiku miku dorwał się do aparaciku :)

Z całego zamieszania i nauki filmowania zostało uwiecznione wspinanie w bajecznej, usłanej poziomkami oraz biedronkami-bronkami i żabami-czarownicami płynącej Dolinie Wiercicy oraz to, że z Kasią nie mamy nic mądrego do powiedzenia poza "idziemy się wspinać" :)

Filmik zawiera także część instruktażową pt "Jak skutecznie odwieść Anię od dalszego wspinania".

Z kolei dla pracujących cały dzień za biurkiem, nasz operator filmowy przewidział odrobinę gimnastyki - nagranie oglądamy kręcąc głową!

A więc ręka noga mózg na ścianie zaczynamy wspinu oglądanie! :)

dolina wiercicy - "prosze powiedziec cos madrego" from teamclimbing on Vimeo.


PS. Na drugim filmiku miała być wspinająca się Kasia. Niestety pan operator nagrywał filmik, którego ostatecznie nie nagrał... czyt. trochę techniki i człowiek się gubi :)

czwartek, 1 lipca 2010

Turlaj się po Tatrach!


Pojechały na ploty, a skończyło się:

- oskarżeniem o tony marchwi w walizce;
- dwoma śliwami na skroni, brodzie oraz półrozwalonym nosem i ćwierćrozwaloną wargą;
- kupnem kijków samobijków;
- prawie kupioną czołówką;
- tonami kupionych koralików
- posiadaniem zajebistego rzemyka i krótkich spodenek :)
- nauczeniem się prawidłowej wymowy angielskiego "three" oraz "thing" (lekcje pobierałyśmy u mistrza survivalu - Tylor'a :)))
- imprezą urodzinową Mikiego
- wynalezieniem nowego sportu pt. TURLAJ SIĘ PO TATRACH
- przedreptaniem ponad 40 km :)

o czymś zapomniałam?

aaach zdjęcia! w galerii :)

pozdr
ania w.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Lepiej dojrzewać, niż zgnić, czyli męska wersja olsztyńskich opowieści.


Słowo się rzekło, więc trzeba napisać parę niemądrych słów, bo przecież nie od dziś wiadomo (wg. definicji Ani i Moni), że inteligentni mężczyźni po prostu się nie rodzą :)
 

To miał być spokojny, kulturalny wyjazd, a skończyło się jak zawsze. Dziewczęta po zeszłotygodniowym wypadzie z brylującym wysokim poziomem dobrego wychowania Mikim, łudziły się, że i tym razem będzie podobnie. Niestety to właśnie One wykazały się wszelkiego rodzaju niesubordynacją przestawiając (tak jak wyszły ze śpiworów ukazując w świetle księżyca swoje ŁADNE nogi - szkoda, że tylko Miki miał okazję to zobaczyć) nasz namiot i obracając go o 180 stopni. Żart o ile podstępny, o tyle nieudany, ponieważ podczas nieobecności dziewczyn, Miki zajął ich namiot i "okopując się" zajął strategiczną pozycję na karimacie :) Cała akcja (w wielkim skrócie) zakończyła się zamianą miejsc i w miarę spokojnym noclegiem aż do pobudki przez okolicznych stolarzy :)

Po obfitym śniadanku naparliśmy na Bońka (ale nie tego agenta), gdzie naszym wspinaczkowym łupem padło parę szczelin i jeden komin :) a szczególnie naprzykrzająca się młodzież nie zniechęciła nas do wspinania. Brawa dla Mikiego za kolejne VI.1 w kolekcji oraz dla Ani za... nową ksywę - jaszczurka :) Przymuszeni narastającym głodem wróciliśmy na porządny posiłek i odrobinę leżenia bykiem. Wieczorkiem pękło jeszcze parę ciekawych dróżek przy zamku, ale emocje miały zacząć się dopiero następnego dnia ;)


W niedzielę wybraliśmy się na zamkowe zaplecze w celu rozdziewiczenia kilku nieswornych szczelin :) co obrodziło w liczne ćwiczenia własnej asekuracji i wzmocnienie równie nieswornej tego dnia psychy. Wymęczeni bardzo nieznośną (i niedokończoną, ale ze znalezionym patentem) szóstką, zmuszeni byliśmy przyglądać się zaparkowanym pod skałą samochodom i dzikim zjazdom miejscowej młodzieży :) Poszło kolejnych parę wymagających dróżek - tak przynajmniej wyglądały z dołu w mojej roli obserwatora - i dwa bulderki na dobicie paluchów. Spragnieni miejskiego powietrza ;) zażyliśmy ostatniego podczas tego wyjazdu posiłku i udaliśmy się z powrotem do swoich codziennych kwater.

 

Wszystko, co nie zapisane niech pojawi się w komentarzach, a co pojawiać się nie powinno, niech pozostanie słodką, wyjazdową tajemnicą :))

niedziela, 6 czerwca 2010

O dwóch takich co wybrały się z Mikim na wspinanie

Jedna potykająca się non stop o sznurówki i nabijając sobie siniaki, druga pozbawiona głosu (karma?!) i skazana przez to na 3 dni milczenia (czyt. wykluczona z rozmów i dyskusji) oraz Miki, czyli ten, który o nas dbał i ogarniał - w trójkę wyśledziwszy lukę pogodową naparli śmiało na podlesickie skały.

Prosto z drogi, stwierdziwszy że ukulturalnić się od czasu do czasu można, wpadli na szybko do Biblioteki. Miki czytać umiał i od razu znalazł jedynkowe egzemplarze, potem szumu narobili bo pokazali wspaniałą technikę klinowania w rysach i wieczorem uciekli na team-bro-clajmbingowe rozmowy.

Następnego dnia byli sensjacją Apteki - opuszczając sie na półwyblinkach ratowali czerwoną kość cudzym jebadełkiem (bo własnego nie posiadali). Kość uratowana choć lekko powykręcała się z bólu...ale będzie żyć (ufff...)
Rozkręciwszy się na plusowych piątkach na własnej, przerzucili się następnie w ciszy i skupieniu na plusowe szóstki również na własnej ( i bynajmniej nie z powodu mojej niemożności mówienia). I oczywiście znowu padły rysy, bo przecież nie ma nic piękniejszego. Wieczorem, romantycznie przy zachodzie słońca próbowali swoich sił na nieco trudniejszej wycenie. Krew jak zwykle z palców się lała, słowa latały...chyba, że ktoś nie mógł mówić-walczył wtedy w ciszy dopingowany słynnym "świeży jesteś! wyciskaj!Obiadu nie będziesz musiała robić!"

Kolejny dzień przyniósł nam nowe wrażenia i sensacje (dbamy o to aby, o TBC głośno było jak ziemia długa i okrągła). Po pierwsze, od dziś lewa to prawa a każdy z nas ma pierwszą lewą i drugą prawą czyli nie tą lewą. Po drugie, to co łatwe jest trudne, a to co trudne nadal jest trudne i nie ma...no nie ma :) ( jak nie wierzycie zapytajcie się Mikiego, który z 6.2/2+ usiłował zrobić VI+ :) ). Po trzecie...hmmm...po trzecie na jedzenie do Rzędek nie ma co jechać bo drogie i 'be'. A po czwarte jeśli mija się 7 wozów straży pożarnej, a w każdym jest min 4 strażaków to znaczy że jest w czym wybierać :)

Oby pogoda w przyszły weekend była równie uprzejma jak teraz.

PS. Jest rysa do zrobienia.Przewieszona. Jeśli mi pożyczycie camy i zechcecie wesprzeć dobrym słowem dopingowym to gwarantuję Wam zajebiste zdjęcia.Możemy negocjować :) A rysa taka niczego sobie jest...

czwartek, 27 maja 2010

TBC tworzy historie... niestworzone!

Wejdź i zagłosuj na radosną twórczość pod szyldem Team Bro Climbing (TBC) http://www.wspinanie.pl/serwis/201005/26-konkurs-opowiadanie-climbing-technology-ciag-dalszy.php Masz czas tylko do wtorku 2 czerwca, więc mysze w ręce i do głosowania!