wtorek, 15 marca 2011

Hiszpańskie wspinanie, po raz kolejny

Znowu organizujemy wyjazd do Hiszpanii na wspinanie. Kierując się doświadczeniami z zeszłego roku filozofią jest: żadne sportowe drogi, tylko jak największe góry na TRADzie. Cel wyprawy: góry Picos de Europa, tu:
Aktualnie kombinuję topo dróg na 3 górach:

Naranjo de Bulnes:


Peńa Santa de Castilla:


Peńa Vieja:

...ale to tylko propozycja, gór jest pełno. Wiem że to nie Tatry, ale też może coś ciekawego tam znajdziemy, kto wie ;)
Termin, proponuję wylot z Warszawy w sobotę 23.07 i powrót w poniedziałek 01.08. W ten sposób nie wydamy majątku na bilety, no i mamy szansę załapać się na okres mniejszych opadów (że będzie lało to oczywiste).
Podsumowując: ja bym już kupował bilety, tak że zachęcam do szybkiego decydowania się ;) W ramach atrakcji są duże ściany, noclegi pod namiotem wśród wilków, niedźwiedzi i turystów, całodniowe podejścia, deszcz i alkohol ze sfermentowanych jabłek. :D
Wszystkie pytania i wątpliwości przysyłajcie mailem.

środa, 9 lutego 2011

Zimowy wspin w Tatrach

Propozycja wyjazdu na zimowe wspinanie przyszła od Tomka nagle i niespodziewanie. We wtorek, plan zakładał austriacką Maltę, w środę słowackie lodospady, a ostatecznie z przyczyn klimatyczno-logistycznych w czwartek po południu znaleźliśmy się w busie z napisem "COALA" wiozącym nas do Zakopanego. W plecakach kilogramy szpeju (podziękowania dla tych co nam dodatkowego szpeju pożyczyli, bo bez tego to byśmy się chyba tam zabili :), na plecakach dziaby które górskiej skały jeszcze nie widziały, a my sami z prawie zerową wiedzą tego co nas tam czeka, zdecydowaliśmy naprzeć na rejon Hali Gąsienicowej. Przy wieczornym piwie, nasza wiedza została na szczęście nieco wzbogacona instruktorskim doświadczeniem Gela. Generalnie z pobranych nauk najlepiej zapamiętałem część o tym że w górach zimą się nie lata i tego się trzymając ruszyliśmy z rana na lekkim kacu w kierunku betlejemki. Jeszcze tego samego dnia udaliśmy się drogą "trochę naokoło" w okolice Zmarzłego Stawu, aby poćwiczyć poruszanie się w rakach i z dziabami na tamtejszych lodospadach. Udało się całkiem nieźle i nawet nie pocięliśmy sobie całej odzieży, co spewnością należy uznać za sukces. Powrót to jak to później ktoś określił - Patagonia. Pogoda nieco się załamała, zaczeło wiać, snieg padał poziomo, i co jakiś czas była okazja dostać lodem po kasku. Tak więc stwierdziliśmy - gary muvaut i zawineliśmy się do Murowańca na żarcie. Wieczorem wypiliśmy cały alkochol jaki udało nam się wnieść na górę z Zakopanego i wybraliśmy nasze cele na dzień następny. Padło na drogę Kochańczyka i Klisia na Kotle Kościelcowym. Droga Kochańczyka miała jako ta łatwiejsza iść na pierwszy ogień. Wyszło jak wyszło i zrobiliśmy "nie wiadomo jaką drogę, trochę na lewo od Kochańczyka". Pierwszy wyciąg bardzo ładny i techniczny, później trochę parchato. Daliśmy radę i po zjeździe na dół wbiliśmy w drogę Klisia. Tutaj już bez błądzenia, razem 3 wyciągi całkiem niezłego wspinania. Po kolejnym zjeździe ruszyliśmy już mocno zmęczeni na dół do schroniska. Tego wieczoru przeceniłem swoje możliwości co do liczby posiłków, które mogę zjeść. Z mocno przepełnionym brzuchem ledwo dotoczyłem się z Murowańca do Betlejemki i był to generalnie koniec mojej aktywności na ten dzień. Na niedzielę plan zakładał zrobienie drogi Potoczka na Czubie nad Karbem, jednak odwilż i inne niespodziewane okoliczności zmusiły nas do wcześniejszego powrotu na dół do Zakopanego.

Podsumowując camy nie siadają zimą prawie nigdzie, śruby Salewy są do dupy, tricamy są git, trzeba zabrać więcej rękawiczek, Quarkiem i Cassinem bez młotka da się wbić igłę (ale można się przy tym spocić :), a na stanowisku się marznie. Ogólnie, wspinanie zimą jest fajne, ale jeszcze sporo nauki przed nami :)

wtorek, 1 lutego 2011

TBC i Barbara

W ramach zimowych czynności, a może w niektórych przypadkach bezczynności polecamy mocno i serdecznie poddanie się najnowszej technice relaksacyjnej poprzez zastosowanie terapii dźwiękonaśladowczej. Nieco więcej tutaj: http://gobarbra.com/hit/28212361ecfcc5670b0c18fc8d2fcf93

piątek, 7 stycznia 2011

Climbing zimą

Obdarzeni nowym świętem, 6 stycznia, postanowiliśmy trochę zadziałać. No i napisać o tym relację. Do dyspozycji niecały jeden dzień, więc wybór padł na Janówek, królestwo kraszpadów, paintballa i taniego wina. Skład, któremu nie straszne były mróz i śnieg: Ania G, Tomek, Miki, Piotrek. Ogólnie dziaby miał Tomek, raki Miki, Ania różowe okulary a ja zbroję husarii. Ale wspinali się wszyscy. Odchodziły wszelkie formy skałodrapstwa, wspinaczka lodowa oraz drajtul, zależy kto w co dziabę wbił ;) Pojawił się jakiś latawiec na polu a w pewnym momencie nawet narty. Wiadomo, po skończeniu drogi, jakoś trzeba z tego bunkra zjechać. Późnym popołudniem, kiedy już zdrapaliśmy chwyty ze wszystkich letnich klasyków Janówka, wykopaliśmy samochód ze śniegu i wróciliśmy do Warszawy. Następnym razem znajdziemy hydrant i wylejemy tam lodospad. W jednym zdaniu, wspinanie z dziabami jest fajne. W galerii kilka zdjęć.

piątek, 8 października 2010

Ślub Prezesa

2 października 2010 roku w archikatedrze św Stanisława Kostki w Łodzi odbyła się ceremonia ślubu Marty i Włodzimierza, prezesa TBC.
Naturalnie po ślubie odbyło się huczne wesele na którym stawili się członkowie Team Bro Climbing.


Nowożeńcom życzymy szczęścia na nowej drodze życia!!!